Kult kompetencji, czyli jak łatwo zapomnieć kim się jest, gdy skupiamy się tylko na tym co potrafimy
- coachingleczycki
- 22 lis 2025
- 3 minut(y) czytania

Wchodzimy na LinkedIn, przewijamy posty. Widzimy dziesiątki twarzy, często tych samych, które spotykamy w realnym życiu. Ale pod każdą z nich wisi coś jeszcze. To niekończący się ciąg słów. Coach, menager, officer, mentor, trener, konsultant, ekspert ds. rozwoju, facylitator, agile leader, storyteller…
Z każdym kolejnym profilem odnosimy wrażenie, że człowiek znika, a zostaje katalog funkcji.
Warto tu zadać sobie pytanie, czy naprawdę jesteśmy tym, co robimy? Czy nasza tożsamość zawodowa musi być zapisem umiejętności, certyfikatów i słów-kluczy, które mają przyciągnąć algorytm?
A może próbujemy tylko w ten sposób zastąpić obecność, a w to miejsce stworzyć wrażenie bycia „kimś”, gdy w istocie coraz mniej wiemy, kim jesteśmy?
Z punktu widzenia coacha
W coachingu Live często zaczynamy od pytania: Kim jesteś, gdy odłożysz wszystkie swoje role? Bo przecież każdy z nas pełni ich dziesiątki. Jedne zawodowe, inne rodzinne, jeszcze inne społeczne. Ale żadna z nich nie jest nami w pełni, jest co najwyżej elementem naszego wizerunku.
Gdy patrzy się na LinkedIn, który stał się istotnym elementem naszej zawodowej tożsamości, widać też, że stał się on dziś wielkim teatrem ról. Zamiast autentycznego „ja” pokazujemy wersję taką, która dobrze wygląda w sieci. Tyle że w tej wersji często nie ma już miejsca na człowieka z krwi i kości. Na niepewność, refleksję, na stwierdzenie, że „nie wiem jeszcze...”. A to właśnie tam, w tym krótkim „nie wiem” zaczyna się rozwój.
Coachowie wiedzą, że najgłębsze zmiany nie rodzą się z dodawania kolejnych kompetencji, tylko z odkrywania, co już w nas jest. Patrząc z tego punktu widzenia, nie potrzebujemy długiej listy określeń pod nazwiskiem. Wystarczy jedno, prawdziwe zdanie, takie, które płynie z naszego wnętrza, a nie z katalogu kursów.
Autoprezentacja czy autoiluzja?
Oczywiście nie chodzi o to, by całkowicie rezygnować z opisu naszych kompetencji. Ln to w końcu narzędzie komunikacji zawodowej, ale może warto zadać sobie wcześniej pytanie: Czy ten opis nadal mówi o mnie, czy już tylko jest moim CV?
To z kolei prowadzi nas do kolejnego pytania. Czy informacje te pokazują kierunek, w którym zawodowo idę, czy raczej zasłania strach, że mogę być niezauważony?
Co ciekawe, im dłuższy jest taki łańcuch tytułów, tym większe jest wrażenie braku wewnętrznego spokoju. Jakbyśmy mówili do siebie: Spójrzcie, ja naprawdę zasługuję, żeby mnie zobaczyć. A przecież prawdziwa widoczność nie wynika z nadmiaru słów. Wynika z obecności.
Jak coaching pomaga odkryć siebie
W coachingu staramy się oddzielić role od tożsamości, tak by klient dowiedział się, co naprawdę jest jego, a co wynika z oczekiwań innych. Określa się też wartości i motywacje, by łatwiej podejmować decyzje zgodne z własnym „ja”. Dalej rozpoznaje się wpływ otoczenia i bada, które wybory są twoje, a które narzucone. W ten sposób buduje się spójną definicję siebie, tak aby cele i komunikacja stały się autentyczne.
Pytania do refleksji nad sobą:
Co w mojej pracy wynika z mojej osobowości, a co z roli?
Jakie wartości są dla mnie naprawdę ważne?
Jakie decyzje podejmuję dla siebie, a jakie pod presją oczekiwań innych?
Jak chcę, żeby wyglądała moja praca, gdy działam zgodnie ze sobą?
Autentyczność nie zależy od liczby tytułów ani kompetencji. Czasem prawdziwą odwagą jest odjąć i po prostu być sobą.
Mniej znaczy bardziej
Wyobraźmy sobie teraz LinkedIn, na którym pod Twoim imieniem i nazwiskiem widnieje po prostu: „Pomagam ludziom odkrywać, kim są”, albo: „Łączę naukę i człowieczeństwo”, czy nie brzmi lepiej?
Warto pamiętać, że autentyczność jest dziś najrzadszą z kompetencji, a w świecie, który ciągle wymaga, żebyśmy „coś dodali”, może prawdziwą odwagą jest coś odjąć.



Komentarze